"Przestałem rozumieć człowieka, którym byłem jeszcze przed dwunastoma godzinami, którego myślenie było zupełną odwrotnością mojej obecnej opinii i punktu widzenia. Jak mogłem dojść do tego, żeby się poddać? Żeby ulec? Po prostu wydać się na pastwę śmierci? Ale, myślałem, postępowałem całkowicie w moim duchu, taka jest moja istota i taka pozostanie, myślałem. Naraz, wszystko, co wokół siebie oglądałem, czemu się przypatrywałem, co obserwowałem wnikliwiej niż kiedykolwiek, znów nabrało straszliwych, odpychających cech. (...) Nagle wszystkie przemyślenia ostatnich dni i wynikające z nich przedsięwzięcia stały się śmieszne, absurdalne, okazały się pomyłką. Jak mogłem uwierzyć, że moje miejsce jest tam gdzie zgnilizna i absolutna beznadziejność zdławiły duszę, zabiły mózg? Prawdopodobnie było mi po prostu łatwiej pozwolić sobie na upadek, aniżeli zbuntować się, być przeciw, taka jest po prostu prawda. Często ulegamy, rezygnujemy dla własnej wygody. Ale nie dostrzegamy tego za cenę życia, całego istnienia, o którym nie mogłem wszak wiedzieć, ile w gruncie rzeczy jest, a może jeszcze kiedyś będzie warte, nawet jeśli wiem, że rozmyślania na ten temat są bez sensu, bo u kresu takich rozmyślań triumfuje bezsens, absolutna bezwartościowość. To co jednostkowe jest niczym, ale wszystko jest wszystkim. Wybrałem wygodnictwo, małość przystosowania się i rezygnacji, zamiast sprzeciwić się i podjąć walkę, bez względu na jej wynik. Z wygodnictwa i tchórzostwa wziąłem przykład z owych milionów ludzi, którzy poszli na śmierć, wszystko jedno dlaczego (...). Moje poglądy były zaledwie patetyczne, moje cierpienie zaledwie teatralne. Jednakże nie wstydziłem się teraz, nie miałem na to czasu, chciałem mieć umysł jasny, wyzbyty sentymentów, wymagało to zebrania wszystkich sił."
s282-283












Komentarze: